- uchodzcy.info -

Mity i fakty

Dyskusje na temat uchodźców i kryzysu migracyjnego zostały dominowane przez stereotypy i przekłamania. Dementujemy najczęstsze z nich.
 

 
 
1. Uchodźcy zwiększają zagrożenie terroryzmem
 
Uchodźcy nie są terrorystami. Są ludźmi uciekającymi przed niebezpieczeństwem i prześladowaniami. Z terroryzmem spotykają się co najwyżej jako ofiary – częstokroć to właśnie z jego powodu opuszczają swoje domy i ruszają do Europy.
 
Niewątpliwie istnieją natomiast na świecie grupy terrorystyczne planujące organizację ataków w Unii Europejskiej. Zazwyczaj rekrutują one współpracowników na miejscu, w kraju, w którym chcą przeprowadzić zamach. Jeśli jest to niemożliwe, kandydaci na zamachowców muszą dostać się do Unii z zewnątrz, przekraczając tym samym granice strefy Schengen. Są na to co najmniej trzy sposoby. Mogą wjechać legalnie po otrzymaniu wiz turystycznych, biznesowych lub edukacyjnych. Mogą również przekroczyć granicę po kryjomu, nielegalnie. W ostatnich latach, wraz z narastającym kryzysem migracyjnym, jednym z potencjalnych kanałów przedostania się do Europy stała się również metoda polegająca na podszywaniu się pod uchodźców.
 
Z punktu widzenia terrorystów sposób ten jest jednak jednym z najtrudniejszych, najbardziej ryzykownych i czasochłonnych. Osoby starające się o status uchodźcy poddawane są znacznie dokładniejszej kontroli służb specjalnych niż te, które przekraczają granicę z legalną wizą. Są sprawdzani zarówno pod kątem ich dotychczasowego życia, jak i bezpieczeństwa kraju docelowego. Co więcej, kontrolę przechodzą oni czterokrotnie: najpierw podczas przekroczenia granicy Unii Europejskiej, następnie podczas kwalifikacji do programu relokacji na szczeblu unijnym, potem podczas potwierdzenia statusu uchodźcy w Polsce czy innym europejskim kraju. Bezpośrednio przed otrzymaniem statusu w Polsce są oni jeszcze raz sprawdzani przez tutejsze służby specjalne. W związku z tym odpowiednie agencje wywiadowcze wiedzą o nich nieporównanie więcej, niż gdyby wybrali jakikolwiek inny sposób przedostania się do Europy. Nawet jeżeli uda im się wymknąć po którejś z kontroli, to natychmiast trafiają na listy osób potencjalnie niebezpiecznych i na podstawie danych biometrycznych oraz daktyloskopijnych są wyszukiwani na terytorium Unii Europejskiej.
 
 
2. Nie wszyscy muzułmanie to terroryści, ale wszyscy terroryści to muzułmanie
 
Zdanie to w ostatnich latach zyskało sporą popularność. I choć nie można mu odmówić efektowności, to z całą stanowczością trzeba stwierdzić, że jest ono nieprawdziwe, a przy tym szkodliwe, bo służy wyłącznie do nakręcania spirali islamofobii. Dlaczego jest nieprawdziwe? Bo zjawisko terroryzmu ma historię znacznie dłuższą niż islam, a jego źródłem nie jest żadna religia ani ideologia. Religie bywały natomiast niejednokrotnie osłoną, uzasadnieniem lub usprawiedliwieniem dla aktów terrorystycznych dokonywanych przez konkretnych ludzi.
 
W krótkiej historii XXI wieku obserwowaliśmy wiele motywowanych religijnie zamachów terrorystycznych, których dopuszczali się wcale nie muzułmanie, ale na przykład chrześcijanie (choćby zamachy na kliniki aborcyjne w USA) czy buddyści (na przykład na Sri Lance lub w Birmie). Media nie poświęciły im jednak wiele uwagi, nikt też nie doszukuje się w chrześcijaństwie czy buddyzmie źródeł terroryzmu. Przeważająca część zamachów terrorystycznych nie ma zresztą nic wspólnego z religią, a terroryści motywują swoje czyny ideologicznie, politycznie lub są one skutkiem ich problemów psychicznych.
 
Aby lepiej zrozumieć, jak nieprawdziwe jest to twierdzenie, przyjrzyjmy się statystykom. Najpoważniejsze europejskie badania dotyczące terroryzmu zostały opublikowane w 2015 roku. Przeprowadził je EUROPOL (Europejski Urząd Policji) na zlecenie Unii Europejskiej. Wynika z nich, że w latach 2009–2014 ponad połowa całkowitej liczby zamachów terrorystycznych w krajach Unii miała podłoże etniczno-nacjonalistyczne lub separatystyczne. Jednocześnie w okresie objętym badaniem religijnie motywowanych było mniej niż 2% wszystkich ataków, z czego 0,7% miało związek z islamem.
 

 
 
3. Grozi nam „zderzenie cywilizacji”
 
Sformułowana ponad dwadzieścia lat temu popularnonaukowa koncepcja Samuela Huntingtona głosząca, że po zimnej wojnie nastąpi „zderzenie cywilizacji”, jak do tej pory nie tylko się nie sprawdziła, ale także spotkała się z mocną merytoryczną krytyką w środowisku naukowym. I choć współcześni badacze niemal w ogóle z niej nie korzystają, to często można usłyszeć o niej w mediach lub z ust polityków, którzy dopatrują się „zderzenia cywilizacji” w związku z napływem uchodźców do Europy. Dlaczego ta teza zyskała taką popularność? Bo jest upraszczającym i dość uniwersalnym wytłumaczeniem globalnych procesów, które jednak w rzeczywistości są niezwykle skomplikowane i nie dają się sprowadzić do jednej formuły. Hasło „zderzenie cywilizacji” każdy pojmie w lot. Ale to nie znaczy, że koncepcja ta daje nam prawdziwy obraz współczesnego świata.
 
Czym jest „zderzenie cywilizacji” według Huntingtona? Twierdzi on, że nadszedł czas konfrontacji pomiędzy państwami należącymi do dziewięciu wielkich cywilizacji, które utożsamia z wielkimi systemami religijnymi. Traktuje je – według wielu krytyków błędnie – po pierwsze, jako systemy w sposób naturalny dążące do zwycięstwa (nie bierze bowiem pod uwagę możliwości współistnienia lub dialogu różnych społeczeństw); po drugie, jako jednorodne całości (nie zauważa w nich żadnej różnorodności, ale też wewnętrznych konfliktów ani sprzeczności); po trzecie, jako systemy o łatwych do nakreślenia granicach geograficznych (podczas gdy w czasach globalizacji większość państw na świecie już od dawna jest areną mieszania się różnych wpływów kulturowych). To najpoważniejsze zarzuty wobec koncepcji „zderzenia cywilizacji”.
 
Nawet jeżeli uznalibyśmy, że Samuel Huntington ma rację, to według niego zderzenie to przybrać ma raczej charakter ekspansji jednej cywilizacji na drugą. My tymczasem obserwujemy dziś ucieczkę mieszkańców jednej cywilizacji do innej, która skuteczniej chroni przed prześladowaniami. Także dlatego koncepcja „zderzenia cywilizacji” jest nieprzydatna do wyjaśniania obecnego kryzysu migracyjnego.
 
 
4. Nie ma u nas takiej tradycji, polskie społeczeństwo jest homogeniczne
 
Jest to argument, z którym trudno dyskutować na poziomie racjonalnym, wynika on bowiem przede wszystkim z niezrozumienia złożoności trwających obecnie na świecie procesów demograficznych i ekonomicznych, które w skrócie nazywa się globalizacją.
 
To fakt: dzisiejsza Polska jest państwem w dużym stopniu jednorodnym religijnie oraz etnicznie. Nie jest jednak prawdą, że nasz kraj nie ma tradycji wielokulturowości. Przez większość dziejów – ponad 90% okresu istnienia polskiej państwowości – mniejszości etniczne i religijne stanowiły więcej niż 15% polskiego społeczeństwa. Przyjrzyjmy się także polskiej tradycji migracji. W ostatnim stuleciu w Polsce miała miejsce silna migracja wewnętrzna, związana z wojnami, akcjami przesiedleńczymi, zmianami granic i przemieszczaniem się ludzi ze wsi do miast. Wskutek tego w naszym społeczeństwie jest niewiele całkowicie jednorodnych grup społecznych od stuleci zamieszkujących jedno i to samo terytorium. Nie możemy też zapominać o Polakach żyjący za granicą. Współczesną Polonię szacuje się na około 20 milionów ludzi na całym świecie – co czyni z niej jedną z największych migracji narodowych. W znacznej części są to potomkowie polskich uchodźców, którzy zostali przyjęci przez dotychczasowych mieszkańców ziem, do których przybyli. Nie zapominajmy, że Polacy mają bardzo bogatą tradycję emigracyjną.
 

Polacy też byli uchodźcami. Poznaj krótką historię polskiego uchodźstwa.

 
Można z dużym prawdopodobieństwem zakładać, że w ciągu najbliższych dekad do Polski przybędzie wielu cudzoziemców – zazwyczaj jako różnego typu emigranci, ale również jako uchodźcy. Prawdziwym wyzwaniem stojącym przed polskimi władzami jest jak najszybsze wypracowanie skutecznej polityki integracyjnej ze społeczeństwem polskim. Jak to zrobić? Warto uczyć się od najlepszych. Ponieważ w Europie od wielu dekad stosuje się różnego rodzaju polityki integracyjne, polski rząd może skorzystać z doświadczeń innych państw oraz z już istniejących rozwiązań, wystrzegając się tych błędnych, a skupiając na tych, które przyniosły pozytywne rezultaty. Nie należy jednak zapominać, że aby integracja się udała, potrzebne są chęć i wysiłek przejawiane nie tylko przez osoby przyjeżdżające, ale również przez te przyjmujące – czyli Polaków. Integracja jest bowiem procesem polegającym przede wszystkim na budowaniu relacji międzyludzkich.
 
 
5. Uchodźcy zabiorą nam pracę
 
To jedna z najczęstszych obaw wywołanych przez plany przyjęcia do Polski uchodźców. Według ekspertów badających rynek pracy nie mamy się jednak czego obawiać. Dlaczego? Ponieważ liczba Polaków bardzo szybko się kurczy, co będzie miało w przyszłości katastrofalny wpływ na naszą gospodarkę. Uchodźcy mogą trochę ten proces zastopować. Oto jak działa ten mechanizm.
 
Polska ma bardzo niski wskaźnik dzietności – w 2014 roku na jedną kobietę przypadało 1,3 dziecka, a żeby utrzymać liczbę mieszkańców na stałym poziomie, powinno przypadać około 2,1. W rzeczywistości sytuacja jest jeszcze gorsza, bo do statystyk tych nie wlicza się dużej liczby Polaków, którzy zdecydowali się w ostatnich latach wyjechać z kraju. Tym samym nasze społeczeństwo jest jednym z najszybciej starzejących się w Europie.
 

 
Starzejących się społeczeństw dotykają dwa istotne zjawiska związane z rynkiem pracy. Z jednej strony dynamiczne kurczy się w nich liczba osób w wieku produkcyjnym (czyli zdolnych do pracy), a z drugiej następuje wzrost zapotrzebowania na pracowników. Jak to wygląda w praktyce? W ciągu dekady liczba osób w wieku produkcyjnym w Polsce zmniejszy się o 2,3 mln osób – każdego roku nasza gospodarka będzie tracić 230 tysięcy par rąk do pracy. Ktoś będzie musiał ich zastąpić. Częściowo zapotrzebowanie to zaspokoją nowo przyjęci uchodźcy. Ale i ich nie wystarczy. Przy tej skali zapotrzebowania na nowych pracowników przyjęcie kilku czy nawet kilkunastu tysięcy uchodźców zdolnych do pracy z perspektywy ekonomicznej w ogóle nie zostanie przez Polaków zauważone. Tym samym uchodźcy nie tylko nie odbiorą Polakom zatrudnienia, ale nie wypełnią nawet grożącej nam luki demograficznej.

Jak pomóc uchodźcy w poszukiwaniu pracy? Co powinien zrobić pracodawca, który chce zatrudnić uchodźcę? Sprawdź!

 
 
6. Muzułmanie mają dużo dzieci, więc istnieje niebezpieczeństwo, że za kilka lat zdominują Europę
 
To jeden z najczęściej powtarzanych mitów mających wzbudzić strach przed muzułmanami. Jest on nieprawdziwy z co najmniej pięciu powodów.
 
Po pierwsze, gdyby uznać tezę, że muzułmańskie rodziny zawsze mają wiele dzieci, to automatycznie współczynnik urodzin we wszystkich krajach muzułmańskich powinien być na podobnym, bardzo wysokim poziomie. Tymczasem podczas gdy kobiety w Somalii rodzą przeciętnie 6,6 dzieci, ten sam wskaźnik w Iranie wynosi 1,7. Skoro dwa muzułmańskie kraje mogą aż tak mocno się różnić, można raczej przypuszczać, że na liczbę urodzin w większym stopniu niż religia wpływają kultura, polityka prorodzinna oraz sytuacja ekonomiczna w kraju zamieszkania. Na rzecz takiej hipotezy przemawia przykład Polaków, których współczynnik urodzeń w Polsce wynosi 1,3, a w Wielkiej Brytanii 2,1, a przy zawężeniu grupy wiekowej do Polek w wieku 25-34, współczynnik ten wynosi ponad 15% różnicy na rzecz Polek w Wielkiej Brytanii. Co więcej, Polki w Wielkiej Brytanii rodzą statystycznie najwięcej dzieci ze wszystkich mniejszości narodowych, więcej nawet niż kobiety pochodzące z krajów muzułmańskich.
 
Po drugie, trzeba zdać sobie sprawę, że Europa nie jest religijnym monolitem. W wielu miejscach na naszym kontynencie muzułmanie żyli od wielu wieków i są takimi samymi Europejczykami jak żyjący tu chrześcijanie czy ateiści – wystarczy wspomnieć polskich Tatarów. Dlatego nie możemy zapominać, że w tak pojemnej kategorii jak „europejskość” zawiera się również islam.
 
Po trzecie, europejscy muzułmanie (zarówno ci żyjący tu od stuleci, jak i ci, którzy przyjechali w okresie dekolonizacji) nie są jednorodni wyznaniowo. Nie ma jednego islamu – ani w Europie, ani w Azji czy w Afryce. Europejscy muzułmanie wyznają różne odłamy islamu i zostali wychowani w różnych kulturach, które często kształtowały ich w większym stopniu niż wiara. Mit o zdominowaniu Europy przez islam zakłada, że religia jest głównym, a może nawet jedynym przejawem obecności muzułmanów w przestrzeni publicznej. Podobnie jednak jak w przypadku części chrześcijan czy żydów, którzy traktują religię jako część sfery prywatnej, także dla wielu wyznawców islamu nie jest on głównym elementem społecznej tożsamości.
 
Po czwarte, choć faktem jest, że w Europie przybywa muzułmanów, przyrost ten jest stosunkowo powolny i w dającej się przewidzieć przyszłości nie zapowiada się na żadną islamską dominację Europy. Przyjrzyjmy się statystykom. Według raportu PEW Research Center, jednego z najważniejszych amerykańskich think tanków zajmujących się tematyką społeczną, w 2010 roku na kontynencie europejskim mieszkało nieco ponad 44 milionów muzułmanów, którzy stanowili zaledwie 6% europejskiej populacji. Szacuje się, że około 2030 roku ich liczba wzrośnie do 58 milionów, co stanowić będzie jedynie 8% europejskiej społeczności. Warto jednak zwrócić uwagę, że na liczby te składa się populacja zarówno Unii Europejskiej, jak i Rosji (ponad 14 milionów muzułmanów w 2010 roku) czy krajów z zasiedziałymi społecznościami muzułmańskimi (jak Bośnia, Bułgaria czy Albania).
 
Po piąte, powyższe dane nie odzwierciedlają postępującego procesu sekularyzacji żyjących w Europie muzułmanów. W niektórych krajach proces ten dotyka muzułmanów nawet silniej niż wyznawców innych religii. Według danych zgromadzonych w ramach European Social Survey (ESS) – jednego z najważniejszych sondaży badających postawy, przekonania i zachowania Europejczyków – regularnie do meczetu chodzi 60,5% muzułmańskich imigrantów żyjących w Europie krócej niż dwanaście miesięcy. Dla grupy mieszkającej w tu dłużej niż rok odsetek ten spada do 48,8%. Ponad połowa europejskich muzułmanów odwiedza meczety w celach modlitewnych bardzo rzadko albo nie odwiedza ich nigdy.
 

 
 
7. Europa to kontynent chrześcijański i musimy bronić chrześcijańskich wartości, w przeciwnym razie bowiem grozi nam islamizacja
 
To kolejny z często powtarzanych mitów. Twierdzenie to opiera się na kilku elementach, z których żaden nie jest prawdziwy. Przyjrzyjmy się im:
 
1) „Europa to kontynent chrześcijański”. Sprowadzenie tożsamości poszczególnych cywilizacji do religii wyznawanej przez większość ich przedstawicieli jest ogromną generalizacją. Rzeczywiście chrześcijaństwo przez wieki było w Europie religią dominującą i niewątpliwie wpłynęło na tożsamość współczesnych Europejczyków, nie można jednak zapomnieć, że nie było ono jedynym czynnikiem kształtującym tutejszą kulturę. Po pierwsze, jest ona znacznie starsza niż samo chrześcijaństwo; po drugie, ważne piętno odcisnęły na niej również nurty i ideologie zupełnie niezwiązane z chrześcijaństwem, a często nawet zwrócone przeciwko niemu. Tożsamość europejska ma wiele korzeni i w zależności od tego, gdzie w tej Europie jesteśmy, kładzie się większy nacisk na rozmaite elementy tego dziedzictwa. Współczesną kulturę europejską, oprócz chrześcijaństwa, budowały także judaizm (w tym liczne, często tragiczne, doświadczenia jego wyznawców) czy islam (zwłaszcza na Półwyspie Iberyjskim oraz na Bałkanach, choć nie można też pominąć wielkiego wpływu filozofii islamskiej – pism Awicenny czy Awerroesa – na kulturę całego kontynentu). Nie można również zapominać o dużym wpływie, jaki na dzisiejszą Europę miała rozwijająca się od kilkuset lat myśl ateistyczna.
 
2) „Musimy bronić chrześcijańskich wartości”. Każdy człowiek posiada własne sumienie i moralność, które mogą być oparte na bardzo różnych wartościach. W tej samej Europie polski katolik swój system moralny wywodzi z chrześcijaństwa, a polski Tatar albo żyjący w Sarajewie Bośniak może go wywodzić z islamu. Odgórny przykaz obrony wartości wyznawanych przez tego pierwszego przed wartościami wyznawanymi przez tego drugiego czy trzeciego brzmi jak uzurpacja. Błędem byłoby rozważać go w kategoriach obowiązków Europejczyka.
 
3) „W przeciwnym razie grozi nam islamizacja”. Strach wielu chrześcijan przed islamizacją wydaje się czymś paradoksalnym. Europejskie kościoły nie pustoszeją dlatego, że do naszych krajów przyjmuje się imigrantów i uchodźców z krajów muzułmańskich. To nie oni sprzedają świątynie, by zrobić w nich siłownie czy bary. To nie za ich namową coraz więcej ludzi chodzi do kościołów tylko na pogrzeby i śluby. Używanie takich argumentów jest nie tylko niemądre, ale i nieuczciwe – laicyzacja Europy ma zupełnie inne podłoża. Obawa ta pokazuje coś innego: jeżeli chrześcijanie boją się, że muzułmańscy uchodźcy zislamizują Europę i odbiorą chrześcijanom chrześcijaństwo, to jest to co najwyżej dowód na słabość ich własnych poglądów lub wiary.
 
Nie należy również zapominać, że migracje – obojętnie: uchodźcze, zawodowe czy za ukochaną osobą – nie są jedynym czynnikiem wpływającym na kulturę państw przyjmujących, ewolucję społeczeństw i kształtowanie się poszczególnych tożsamości. Poza tym żadna kultura nie jest bytem zamrożonym w czasie – należy myśleć o nich raczej jako o nieustannie toczących się procesach. Aby to dostrzec, wystarczy zadać sobie pytanie: kiedy narodził się „standard” europejskiej kultury? W czasach Imperium Rzymskiego? W średniowieczu? A może pod koniec drugiej wojny światowej? Zauważmy, że w każdym z tych okresów Europa była czymś zupełnie innym. Zatem do obrony której Europy nawołuje ten argument?
 
Warto posłuchać też katolickich hierarchów. Papież Franciszek wielokrotnie wypowiadał się na temat uchodźców. Jasno i wyraźnie stwierdził, że obowiązkiem chrześcijanina jest pomagać osobom potrzebującym, a takimi są uchodźcy. Pierwszą pielgrzymką Franciszka była podróż na wyspę Lampedusa, do której brzegów docierają setki łodzi z uchodźcami na pokładzie. Papież odwiedzał też ośrodki dla uchodźców oraz apelował o to, by każda parafia starała się ich przyjąć. W podobnym tonie wypowiedział się prymas polski oraz episkopat. Bez wątpienia obrona chrześcijańskich wartości polega raczej na pomaganiu uchodźcom, a nie na próbie powstrzymania ich przyjazdu.
 
 
8. Uchodźcy popełniają najwięcej przestępstw
 
Twierdzenie, że uchodźcy popełniają więcej przestępstw niż inne grupy, ma taki sam sens logiczny jak twierdzenie, że więcej przestępstw od przeciętnej dla całej populacji popełniają blondyni. Dlaczego? Bo uchodźcy nie są jednorodną grupą. Pochodzą z wielu krajów i kultur, wyznają różne religie, mówią różnymi językami, mają różne wykształcenie, wychowali się w różnych systemach prawnych. Sam fakt, że są uchodźcami, nie ma wpływu na to, czy łamią prawo, czy nie.
 
Ponieważ jednak mit ten jest często powtarzany, policje kilku europejskich krajów, które do tej pory nie zbierały danych dotyczących przestępczości uwzględniających takie kryteria jak status pobytowy, postanowiły sprawdzić, jak to wygląda w rzeczywistości. Co wynika z oficjalnych statystyk? Że powyższe stwierdzenie jest nieprawdziwe. W raporcie niemieckiego Federalnego Urzędu Kryminalnego z listopada 2015 roku możemy przeczytać, że „uchodźcy popełniają czyny karalne tak samo rzadko lub tak samo często jak obywatele Niemiec”. Z raportu wynika również, że liczba przestępstw dokonanych przez imigrantów wzrosła w 2015 roku w porównaniu do roku 2014 o 79%, podczas gdy liczba uchodźców wzrosła w tym samym czasie o 440%. Do podobnych wniosków doszła również policja w Holandii. Pod koniec 2015 roku zastępca szefa tamtejszej policji Ruud Bik poinformował, że holenderska policja nie odnotowała wzrostu liczby przestępstw wraz z napływem uchodźców.
 
Jak ta kwestia wygląda w Polsce? Statystyki policyjne nie wyodrębniają uchodźców, wszystkich cudzoziemców ujmują łącznie. Wynika z nich, że generalnie cudzoziemcy dokonują niewielkiej liczby przestępstw. Zgodnie z danymi policji w roku 2012 dokonano w naszym kraju 950 834 przestępstw, z czego cudzoziemców podejrzewano o 2152 z nich, czyli nieco ponad 2 promile (jest to suma wszystkich domniemanych sprawców nieposiadających obywatelstwa polskiego, a nie liczba uchodźców). To wynik mniej więcej równy odsetkowi wszystkich cudzoziemców w naszym kraju, a mówimy tu przecież o statystyce osób podejrzanych, nie zaś faktycznie skazanych. Zobacz statystyki policji: Raport statystyczny za 2012 rok oraz Przestępczość cudzoziemców w liczbach. W latach 2004-2012 najliczniej popełniali przestępstwa obywatele: Ukrainy, Niemiec, Litwy, Białorusi, Rosji, Rumunii, Armenii, Bułgarii, Gruzji, Czech. A najczęściej i najliczniej popełnianym w Polsce przez cudzoziemców przestępstwem było prowadzenie pojazdu w stanie nietrzeźwości lub pod wpływem środka odurzającego.
 
 
9. Kraje arabskie / muzułmańskie / sąsiedzkie nie pomagają uchodźcom, dlaczego ma to robić Europa?
 
Prawda jest zupełnie inna. W rzeczywistości wiele krajów muzułmańskich przyjmuje znacznie więcej uchodźców niż większość krajów europejskich. W 2015 roku do 27 państw Unii Europejskiej przybyło ponad milion uchodźców z różnych części świata. W tym czasie w samym tylko Libanie zarejestrowano taką samą liczbę uchodźców z Syrii. W praktyce oznacza to, że co piąta osoba przebywająca w tym kraju jest syryjskim uchodźcą. 2,5 miliona syryjskich uchodźców przyjęła Turcja, a jordańskie władze szacują, że żyje u nich niemal 1,5 miliona Syryjczyków, z czego co drugi zarejestrowany jest jako uchodźca.
 
Czytając statystyki Wysokiego Komisarza ONZ do spraw Uchodźców (UNHCR), możemy zauważyć, że wiele bogatych krajów Zatoki Perskiej nie przyjęło ani jednego uchodźcy w 2015 roku. Nie należy jednak wyciągać na tej podstawie wniosku, że kraje arabskie są bierne w sytuacji obecnego kryzysu migracyjnego. Dlaczego? Kraje Zatoki nie podpisały do tej pory międzynarodowych umów dotyczących uchodźców, dlatego Syryjczycy przekraczający ich granice nie otrzymują formalnie takiego statusu. Często jednak dostają w zamian pozwolenia na pobyt i podjęcie pracy. Szacuje się, że ponad pół miliona Syryjczyków mieszka obecnie w Arabii Saudyjskiej, około ćwierć miliona w Zjednoczonych Emiratach Arabskich, a kolejne dziesiątki tysięcy w Katarze, Kuwejcie, Omanie i Bahrajnie.
 
Warto wiedzieć, że według raportu UNHCR w połowie 2015 roku (to najświeższe dane) najwięcej uchodźców zamieszkiwało następujące kraje: Turcja – 1,81 miliona, Pakistan – 1,5 miliona, Liban – 1,2 miliona, Iran – 982 tysięcy. Za nimi są Etiopia, Jordania, Kenia, Uganda, Czad i Sudan. Trzeba przy tym wziąć poprawkę na to, że są to statystyki oficjalne, więc faktyczna liczba osób uciekających przed działaniami wojennymi do tych krajów może być znacznie wyższa
 
 
10. Media nie podają informacji o uchodźcach, ukrywając negatywne fakty na ich temat. Prawdę w tej kwestii można znaleźć tylko w internecie
 
Część opinii publicznej zaczęła tak myśleć po tym, jak wyszło na jaw, że niemieckie media wstrzymały publikację newsów o wydarzeniach sylwestrowych w Kolonii do czasu wydania oficjalnych komunikatów przez policję. Według niektórych medioznawców jest to jeden z tych przykładów, kiedy tradycyjne media popełniły błąd – za który zresztą przeprosiły w oficjalnym oświadczeniu. Jednakże generalnie rzecz ujmując, logicznym błędem jest uznanie, że treści tworzone przez profesjonalnych dziennikarzy są mniej obiektywne lub rzetelne niż te tworzone przez internautów. Spróbujmy się zastanowić dlaczego.
 
Po pierwsze, profesjonalnych dziennikarzy, w przeciwieństwie do zwykłych internautów, obowiązuje w Polsce prawo prasowe. Według artykułu 12.1 tego prawa „dziennikarz jest obowiązany zachować szczególną staranność i rzetelność przy zbieraniu i wykorzystaniu materiałów prasowych, zwłaszcza sprawdzić zgodność z prawdą uzyskanych wiadomości lub podać ich źródło”. Oznacza to, że wiadomości podawane w tradycyjnych mediach powinny być zweryfikowane, w przeciwnym wypadku to samo prawo prasowe nakłada na wydawcę szereg obowiązków sprostowania i zadośćuczynienia pokrzywdzonym osobom lub instytucjom.
 
Po drugie, internet – w przeciwieństwie do mediów tradycyjnych – jest miejscem, gdzie każdy może napisać wszystko bez obowiązku informowania o źródłach lub weryfikacji publikowanych informacji. Stwarza to ogromne pole do nadużyć. W przypadku doniesień dotyczących uchodźców wielokrotnie zetknąć się można ze specjalnie stworzonymi nieprawdziwymi informacjami na ich temat. Niestety część odbiorców, niepotrafiących czytać ich w sposób krytyczny, przekazuje je dalej jako prawdę. W ten sposób rozprzestrzeniają się fałszywe newsy, które mają na celu rozbudzenie niepewności lub strachu przed uchodźcami. Politolodzy i medioznawcy nie wykluczają, że część z tych fałszywych materiałów jest elementem toczącej się stale wojny informacyjnej pomiędzy różnymi państwami i mają na celu wzbudzanie niepokojów społecznych. Przykłady tego typu działań można znaleźć na stworzonej w Niemczech mapie fałszywych informacji.
 
Po trzecie, również informacje z mediów tradycyjnych należy przyjmować w sposób krytyczny. Warto zdać sobie sprawę, że poszczególne redakcje prowadzą własną politykę informacyjną, często opartą na promowaniu takiego czy innego światopoglądu. Dopóki ta wewnętrzna polityka nie jest ukrywana przed odbiorcami, a dziennikarze stosują się do prawa prasowego oraz nie wstrzymują publikacji newsów niepasujących do ich światopoglądu, nie ma w tym nic złego.
 
Po czwarte, warto zastanowić się, czy wstrzymanie publikacji na temat wydarzeń w Kolonii do momentu uzyskania oficjalnego komentarza policji jest tak oczywistym błędem, jak nas przekonywano. Sprawa nie jest jednoznaczna. Bezpośrednio po zamachach na World Trade Center 11 września 2001 roku nieodpowiedzialna polityka informacyjna, polegająca na publikowaniu nienawistnych wobec islamu wywiadów z przypadkowymi przechodniami (często ludźmi będącymi w stanie szoku), doprowadziła do wielu samosądów wobec muzułmanów w całych Stanach Zjednoczonych. Dlaczego tak się stało? Odpowiada za to doskonale zbadane zjawisko „konformizmu informacyjnego”, które polega na traktowaniu zachowań innych ludzi – zwłaszcza tych opisywanych w mediach – jako wskazówek dla własnego postępowania. Innym tego przykładem jest „efekt Wertera”. Jakiś czas temu badacze dostrzegli znaczący wzrost samobójstw spowodowany nagłośnieniem w mediach samobójstwa znanej osoby. Po serii badań doszli oni do wniosku, że informacje o samobójstwach oraz ich opisy zamieszczane w mediach mogą wywołać reakcje naśladownictwa. Dlatego część redakcji stara się ograniczać podawanie informacji o targnięciu się na własne życie znanych osób. W przypadku bulwersujących wydarzeń w Kolonii poczekanie z newsem na oficjalny komentarz policji mogło więc być zachowaniem najbardziej odpowiedzialnym. Zwłaszcza że, jak się później okazało, sprawcami w większości nie byli uchodźcy.
 
 
11. Polska pomaga uchodźcom w krajach, w których toczy się wojna, oraz w krajach sąsiednich, działając w obozach dla uchodźców
 
Co pewien czas przedstawiciele polskiego rządu powtarzają, że zamiast przyjmować uchodźców, powinniśmy rozwiązywać problemy tam, gdzie one powstają (choć nie są to przecież wykluczające się strategie pomocy). W lutym 2016 roku podczas londyńskiej konferencji „Supporting Syria and the Region” – czyli największej i najważniejszej konferencji poświęconej zbiórce od poszczególnych państw pieniędzy na pomoc uchodźcom – premier Beata Szydło wygłosiła następujące słowa: „Polska dołącza do państw, które przeznaczają środki finansowe na pomoc humanitarną w Syrii. Chcemy w ten sposób doprowadzić do rozwiązania problemu, który narodził się tam na miejscu, by Syryjczycy mogli wrócić do domów”. Sprawdźmy, jak to wygląda w rzeczywistości.
 
Polska zadeklarowała najmniejszy udział w pomocy ofiarom pozostającym w regionie: zaledwie 3 mln euro. Co ciekawe, nasz kraj wpłaci dużo mniej niż rządy znacznie mniejszych Czech (7 mln euro), Słowacji (4,7 mln euro), czy Węgier (5 mln euro). Tymczasem Wielka Brytania i Norwegia zobowiązały się do przekazania w sumie dodatkowych 2,9 mld euro na pomoc dla Syryjczyków do 2020 roku, a w czasie konferencji zebrano łącznie ponad 9 mld euro. Polska przeznaczy również dodatkowe 1,5 mln euro na pomoc uchodźcom w państwach ościennych – to środki, które są wpłacane za pośrednictwem ONZ, Unii Europejskiej i w ramach współpracy bilateralnej. Łącznie w 2016 roku nasz kraj przeznaczy łączną kwotą 4,5 mln euro na walkę z kryzysem humanitarnym i pomoc uchodźcom poza granicami naszego kraju (nie wliczając w to kwoty przekazanej Turcji w ramach umowy o wspólnym rozwiązaniu kryzysu migracyjnego). Jest to jedna z najniższych sum pośród krajów Europy.
 

 
 
12. Uchodźcy = muzułmanie
 
Twierdzenie, że każdy uchodźca to muzułmanin, jest nieprawdą. Przyjrzyjmy się faktom. UNHCR – organ ONZ monitorujący sytuację uchodźców oraz rejestrujący ich i pomagający im na całym świecie – nie prowadzi statystyk dotyczących wyznania uchodźców. Dlaczego? Ponieważ jednym z praw człowieka jest prawo do nieposiadania obowiązku manifestowania swojej wiary lub przekonań. Wiara jest prywatną i intymną sprawą każdego człowieka. Z tego też powodu w polskich dowodach osobistych nie ma informacji dotyczącej wyznania. A ponieważ UNHCR nie rejestruje takich danych, nie istnieją żadne wiarygodne informacje pozwalające jednoznacznie określić, ilu wśród uchodźców jest muzułmanów, a ilu wyznawców innych religii. Co więcej, sytuacja ta jest zmienna – wszystko zależy od tego, gdzie i jakie konflikty wybuchają na świecie w danym okresie.
 
Prawdą jest, że możemy obecnie zaobserwować wzrost liczby uchodźców z krajów uważanych za muzułmańskie. Wynika to z destabilizacji sytuacji na Bliskim Wschodzie, głównie w Syrii i Iraku. Nie można jednak na tej podstawie stwierdzić, że wszyscy uchodźcy z tego regionu to muzułmanie. Dlaczego? Ponieważ przed wybuchem wojny żyli tam również wyznawcy wielu innych religii. Przykładowo w Syrii – według danych PEW Research Center – w 2010 roku żyło 92,8% muzułmanów (w tym: sunnici, alawici, druzowie, imamici i ismailici), 5,2% chrześcijan (w tym: prawosławni, katolicy i protestanci) i około 2% osób nieprzyznających się do żadnej religii.
 
 
13. Uchodźcy roznoszą choroby. Grozi nam katastrofa epidemiologiczna
 
Używanie stwierdzenia: „uchodźcy roznoszą choroby” jako argumentu przeciwko przyjmowaniu ich w Polsce i Europie budzi skojarzenia z wymierzoną w Żydów propagandą hitlerowską. Nawet gdyby to była prawda, byłby to raczej kolejny argument za tym, aby ich przyjąć – i poddać leczeniu. Niemniej jednak sprawdźmy, czy rzeczywiście grozi nam jakakolwiek katastrofa epidemiologiczna.
 
Niewątpliwie przemieszczanie się ludzi pomiędzy różnymi strefami geograficznymi grozi przenoszeniem mniej lub bardziej poważnych chorób. Jednakże ryzyko epidemiologiczne związane z przyjęciem uchodźców jest znacznie mniejsze niż zagrożenie powodowane wyjazdami polskich turystów do krajów pozaeuropejskich. Czyżby powinno się więc zakazać wyjeżdżania na wakacje?
 
Ryzyko przywiezienia chorób przez turystów wynika z kilku faktów. Po pierwsze, są oni stosunkowo mało odporni na choroby spotykane poza Europą, i tym samym podlegają dużemu ryzyku zarażenia. Po drugie, nie kontroluje się stanu zdrowia turystów przekraczających polskie granice – ani powracających z wakacji Polaków, ani obcokrajowców przyjeżdżających do naszego kraju. W związku z tym nikt nie wie, co ze sobą przywieźli. Po trzecie, polscy turyści rzadko szczepią się na choroby występujące w krajach, które odwiedzają podczas wakacji.
 
A jak to jest z uchodźcami? W chwili przekroczenia polskiej granicy poddawani są kontroli lekarskiej w tak zwanym filtrze epidemiologicznym, czyli specjalnie przygotowanej przychodni. Przechodzą tam serię badań lekarskich. Jest to warunek konieczny umożliwiający im pobyt w Polsce. Z meldunków epidemiologicznych publikowanych przez Państwowy Zakład Higieny wynika, że do końca 2014 roku nie odnotowano zwiększonej liczby zachorowań na choroby występujące w krajach pochodzenia uchodźców. Podobne meldunki płyną z całej Europy – z ocen ekspertów z Europejskiego Centrum Zapobiegania i Kontroli Chorób (European Centre for Disease Prevention and Control) wynika, że ryzyko epidemii spowodowane przybyciem uchodźców jest bardzo niskie. Tym bardziej, że w czasie oczekiwania na przyznanie statusu uchodźcy cudzoziemcy uczestniczą w różnych programach profilaktycznych, przechodzą badania lekarskie i szczepienia. W ten sposób ryzyko spada jeszcze bardziej.
 
 
14. Uchodźcy zagrażają Europejkom. Polskie kobiety będą musiały chodzić w burkach
 
Mit ten bazuje na kilku innych mitach, według których każdy uchodźca to muzułmanin (patrz: mit 12.) oraz głoszących, że napływ uchodźcy doprowadzi do islamizacji Europy (patrz: mit 7.). Fałszywość tych przesłanek wskazuje zatem, że także to twierdzenie jest nieprawdziwe. Rozprawmy się jednak osobno z poglądem, że muzułmanie zagrażają Europejkom niewyznającym islamu.
 
Według raportu PEW Research Center w 2010 roku na kontynencie europejskim mieszkało nieco ponad 44 miliony muzułmanów i stanowiło to zaledwie 6% europejskiej populacji. Jak do tej pory Europejki niewyznające islamu – w tym Polki – nie czuły się tym zagrożone. Trudno w logiczny sposób wytłumaczyć, jak może to zmienić kilkaset tysięcy muzułmanów, którzy przybyli do Europy w związku z kryzysem migracyjnym.
 
Mit ten opiera się na błędnej i ksenofobicznej przesłance zakładającej, że muzułmanie w ogóle chcą w jakikolwiek sposób zagrozić Europejkom niewyznającym islamu – czy też je do czegoś zmusić. Przyjrzyjmy się temu na przykładzie noszenia przez muzułmanki nakrycia głowy. Po pierwsze, trzeba zdać sobie sprawię, że w wielu krajach muzułmańskich jest to kwestia indywidualnej decyzji każdej kobiety, tym bardziej że zawarte w Koranie wytyczne w tej sprawie są rożnie interpretowane. Istnieje zresztą wiele rodzajów nakrycia głowy (a czasem i całego ciała): hidżab, burka, czador czy nikab. Są też muzułmanki, które chodzą bez nakrycia głowy, stopień zakrywania ciała przez kobiety łączy się bowiem przede wszystkim z lokalnymi lub nawet rodzinnymi tradycjami. To zróżnicowanie doskonale widać w analizach Instytutu Badań Społecznych Uniwersytetu w Michigan opracowanych przez PEW Research Center. Większość przepytanych przez badaczy muzułmanów opowiedziała się przeciwko nakazowi zakrywania twarzy przez kobiety (wyjątkiem jest Arabia Saudyjska, w której 63% pytanych było zwolennikami noszenia nikabu). W niektórych krajach spora grupa respondentów opowiedziała się za brakiem jakiegokolwiek nakrycia głowy – na przykład w Turcji 32% lub Libanie 49% ankietowanych.
 
Warto też zauważyć, że walka o prawa kobiet jest procesem trwającym na całym świecie i w zależności od miejsca mającym różną dynamikę. Szwajcaria wprowadziła powszechne prawa wyborcze kobiet dopiero w 1971 roku. Również w krajach, gdzie większość obywateli wyznaje islam, rozwijają się silne ruchy feministyczne, w których zarówno kobiety, jak i mężczyźni walczą o poszerzenie swobód obywatelskich, demokratyzację czy prawa kobiet. W niektórych krajach za te działania spotyka ich prześladowanie ze strony władz, w konsekwencji którego są oni zmuszeni do uchodźstwa.