Sytuacja uchodźców w Polsce

Teoretycznie, wiele spraw z zakresu pomocy uchodźcom jest w Polsce uregulowanych. W praktyce zacząć w naszym kraju nowe życie jest bardzo trudno, zaś wsparcie oferowane przez państwo zdecydowanie niewystarczające.
 
 
Chcąc lepiej zrozumieć, z jakimi problemami borykają się uchodźcy pragnący zamieszkać w Polsce, warto przyjrzeć się owemu rozdźwiękowi między teorią a praktyką. Okazuje się bowiem, że na ich sytuację wpływają nie tylko deklaracje administracji państwowej różnych szczebli i zawarte w programach integracyjnych czy kodeksach założenia. O sytuacji uchodźców w Polsce decydują również szczegóły dotyczące wprowadzania wspomnianych założeń w życie, stosowania konkretnych przepisów, zakres rzeczywiście oferowanej im pomocy, jak również nastawienie społeczeństwa do ich obecności w Polsce. Po raz kolejny okazuje się, że teoria sobie, a praktyka sobie. Warto zdawać sobie z tego sprawę, by lepiej zrozumieć, w jakich warunkach mieszkają, pracują i wychowują swoje dzieci uchodźcy w Polsce.
 
 
Gdzie mieszka uchodźca?
 
Wszystko zaczyna się od przyjazdu uchodźcy do Polski i rozpoczęcia postępowania w sprawie udzielenia mu ochrony międzynarodowej. W jego trakcie uchodźca ma do wyboru dwie drogi: może zamieszkać w ośrodku dla uchodźców albo wystąpić do Szefa Urzędu do Spraw Cudzoziemców (dalej: Szefa UdsC) o przyznanie tak zwanych „świadczeń pozaośrodkowych”, a więc niewielkich środków finansowych na samodzielne utrzymanie się poza ośrodkiem.
 
Niezależnie od tego, jaką decyzję podejmie, wiąże się ona dla niego z poważnymi wyzwaniami. Według samych uchodźców pierwsze dni czy tygodnie spędzone w ośrodku rzeczywiście są czasem wytchnienia i spokoju po ucieczce przed zagrożeniem życia, a także odpoczynku po wyczerpującej często podróży. Szybko jednak – zwłaszcza w przypadku wydłużania się procedury przyznania ochrony międzynarodowej – w ich życiu na nowo pojawia się strach, poczucie niepewności, bezradności, wyobcowania i izolacji.
 
Nie sposób tego uniknąć – powodów takiego stanu rzeczy należy szukać już w samej infrastrukturze ośrodków. To miejsca, w których można liczyć jedynie na minimum prywatności. Rodziny kwaterowane są co prawda w odrębnych pokojach, jednak najczęściej nie dysponują osobną łazienką czy kuchnią. Na poczucie izolacji wpływa również brak – lub przynajmniej niewystarczająca liczba – działań integracyjnych oraz aktywizujących uchodźców. W efekcie często oczekują oni bezczynnie na werdykt dotyczący swojej przyszłości. Werdykt, którego treść nie jest wcale oczywista, co również zwiększa psychologiczną trudność ich sytuacji.
 
Usytuowanie ośrodków na obrzeżach miast lub w lesie wpływa nie tylko na brak poczucia bezpieczeństwa wśród uchodźców, ale także na oddzielenie ich od społeczności lokalnych. W konsekwencji nie mają oni szans ćwiczyć języka czy budować relacji z sąsiadami. Skutkuje to nie tylko poczuciem wyobcowania, ale również większymi trudnościami we wchodzeniu na miejscowy rynek pracy. Wreszcie – co szczególnie istotne – nie pozwala na wzajemne poznanie, oswajanie się z kulturą i zwyczajami zarówno gości, jak i gospodarzy, oraz na przełamywanie barier. Wszystko to razem niezwykle utrudnia proces integracji, odbijając się zarówno na uchodźcach, których skazuje się na bezczynność i wyuczoną bezradność, jak i na Polakach, którzy nie mają możliwości lepszego poznania swoich nowych sąsiadów. Skutkuje to nasilaniem się stereotypowych wyobrażeń i lęków, które bardzo często wynikają ze zwykłej niewiedzy i braku kontaktu. Więcej o pobycie w ośrodkach możesz przeczytać w rozdziale „Procedura uchodźcza”” oraz w raportach dotyczących polityki wyboru i lokalizacji ośrodkówobecności uchodźców w małych gminach.
 
 
Jeśli nie w ośrodku, to gdzie?
 
Nic dziwnego, że niektórzy uchodźcy decydują się szukać dachu nad głową poza ośrodkiem. Jeśli zdecydują się na taki krok, mają prawo wystąpić do Szefa UdsC o świadczenie pieniężne na pokrycie we własnym zakresie kosztów pobytu na terytorium Polski (tzw. „świadczenie pozaośrodkowe”). Trzeba sobie zdawać jednak sprawę z tego, że mówimy o bardzo niewielkich pieniądzach – dla osoby samotnej wspomniane świadczenie wynosi 750 złotych miesięcznie, dla gospodarstwa dwuosobowego – po 600 złotych na osobę, zaś w czteroosobowej rodzinie – 375 złotych na osobę. Należy też podkreślić, że cudzoziemcy nie mogą legalnie podjąć pracy co najmniej przez pierwsze 6 miesięcy trwania postępowania o przyznanie ochrony międzynarodowej, a często nawet przez cały okres procedury uchodźczej.
 
Dla cudzoziemca, który nie ma w Polsce rodziny ani nikogo znajomego, kto mógłby go wesprzeć materialnie, który nie zna języka, nierzadko ma za sobą traumatyczną przeszłość i wymaga leczenia lub psychoterapii, przeżycie – a więc wynajęcie mieszkania na wolnym rynku i utrzymanie – za oferowaną przez państwo kwotę jest w zasadzie niewykonalne. Rzeczywistość zmusza więc uchodźców do szukania pracy w szarej strefie lub do życia w lokalach o obniżonym standardzie. Dotyczy to zwłaszcza osób, którym potrzebna jest fachowa pomoc psychologiczna, której również brakuje. Wśród uchodźców są osoby, które wymagają szczególnego traktowania w trakcie procedury udzielania ochrony międzynarodowej. Łatwo zrozumieć, że sytuacja człowieka, który jest ofiarą szczególnych traum, a w związku z tym ma wyjątkowe potrzeby, jest jeszcze trudniejsza.
 
 
Uchodźca otrzymał ochronę. Co dalej?
 
Sytuacja uchodźców po uzyskaniu ochrony międzynarodowej poprawia się jedynie w niewielkim stopniu. Cudzoziemiec, któremu zostanie ona przyznana, w ciągu dwóch miesięcy musi opuścić ośrodek. Jeśli – zamiast mieszkać w ośrodku – korzystał ze „świadczeń pozaośrodkowych”, po dwóch miesiącach przestaje je otrzymywać.
 
Co w zamian? Państwo – za pośrednictwem Powiatowych Centrów Pomocy Rodzinie lub Miejskich Ośrodków Pomocy Rodzinie (dalej: PCPR, MOPR) – oferuje uchodźcom udział w rocznym Indywidualnym Programie Integracyjnym (dalej: IPI). Otrzymane w jego ramach środki cudzoziemiec musi przeznaczyć na wynajęcie mieszkania, naukę języka polskiego oraz codzienne wydatki. Pieniądze te – choć wyższe od „świadczeń pozaośrodkowych” – wciąż są niewielkie, a przecież wynajęcie mieszkania na wolnym rynku nie staje się wcale mniej kosztowne.
 
Najtrudniejszy moment przychodzi jednak w chwili zakończenia IPI. Od tej chwili uchodźca zdany jest już wyłącznie na siebie. Pracownicy organizacji pozarządowych oraz urzędnicy z PCPR czy MOPR zgodnie przyznają, że rok to zdecydowanie zbyt krótko, by cudzoziemiec miał szansę opanować język polski (który, pamiętajmy, nie należy do najprostszych) oraz podjąć dobrze płatną pracę i w pełni usamodzielnić się ekonomicznie.
 
 
Co nie działa w programie integracyjnym?
 
Dlaczego tak się dzieje? Aby to zrozumieć, warto przyjrzeć się bliżej temu, w jaki sposób działa IPI. Już samo porównanie celów, jakie się przed nim stawia, z czasem, przez jaki realizuje się Program, pomaga znaleźć odpowiedź na wspomniane pytanie. Trzy zasadnicze cele IPI zakładają doprowadzenie do sytuacji, w której cudzoziemiec usamodzielnia się ekonomicznie (a więc podejmuje zatrudnienie), nauczył się języka polskiego oraz zintegrował się z polskim społeczeństwem. Program określa prawa i obowiązki zarówno cudzoziemca, jak i pracownika socjalnego, który się nim opiekuje. Osoba objęta ochroną międzynarodową powinna regularnie uczęszczać na kurs języka polskiego, zarejestrować się w Powiatowym Urzędzie Pracy, aktywnie poszukiwać zatrudnienia i regularnie spotykać się z pracownikiem socjalnym.
 
W praktyce okazuje się jednak, że założenia IPI są zbyt ambitne jak na zakres i czas oferowanego wsparcia. W efekcie Program ten nie ma szans funkcjonować efektywnie. Rok to zdecydowanie zbyt krótki czas, by wprowadzić cudzoziemca w polską – bardzo często całkowicie mu obcą – rzeczywistość. Dla porównania: w państwach skandynawskich analogiczne programy integracyjne realizowane są przez 3 lata.
 
Kłopot nie dotyczy jednak wyłącznie zbyt krótkiego czasu trwania programu. W rzeczywistości toczą go te same choroby, co resztę polskiego systemu pomocy społecznej. Zgodnie z nazwą, IPI powinien być prowadzony w sposób zindywidualizowany, a więc dopasowany do potrzeb i kompetencji konkretnego cudzoziemca. Bardzo trudno osiągnąć ten cel przy zdecydowanie zbyt małej liczbie pracowników socjalnych zatrudnionych w PCPR i MOPR. Brak solidnej pracy socjalnej skutkuje tym, że realizacja programu często sprowadza się jedynie do wypłaty uchodźcom świadczeń. Jak wspomniano powyżej: świadczeń niewielkich. Dla osoby samotnie prowadzącej gospodarstwo domowe pomoc wynosi do 1335 złotych miesięcznie przez pierwsze pół roku, a następnie maksymalnie 1200 złotych. Próba utrzymania się za takie pieniądze wraz z wynajęciem choćby pokoju i opłaceniem kursu języka polskiego to nie lada wyzwanie. Ważną rolę w tym zakresie odgrywają organizacje pozarządowe, które często oferują bezpłatne kursy języka. Znacznie trudniej jednak o nie w mniejszych miejscowościach, niż w większych ośrodkach.
 
 
Miasta bez planu
 
Teoretycznie uchodźcy mają prawo ubiegać się o przyznanie mieszkania z zasobów lokalowych miasta lub gminy na tych samych zasadach, co obywatele Polski. W praktyce jednak rzadko kiedy ten bardzo skomplikowany i długotrwały proces kończy się sukcesem. Uchodźcy często nie tylko nie są w stanie spełnić wyśrubowanych kryteriów, ale padają również ofiarami dyskryminacji w trakcie procedury. Z dotychczasowych doświadczeń płynie jasny wniosek: dopóki samorządy nie wprowadzą oferty pomocy mieszkaniowej skierowanej specjalnie do uchodźców, ważne, aby byli oni przynajmniej traktowani tak samo, jak polscy obywatele.
 
To drugie założenie okazuje się szczególnie istotne, kiedy zdamy sobie sprawę z tego, że obecnie jedynie dwa miasta – Warszawa i Lublin – mają funkcjonującą od lat ofertę pomocy mieszkaniowej skierowaną specjalnie do uchodźców. W Lublinie istnieje wyodrębniona pula mieszkań chronionych, w których rodziny uchodźców mogą rotacyjnie mieszkać przez określony czas. Z kolei Warszawa – w ramach konkursu organizowanego przez Warszawskie Centrum Pomocy Rodzinie – co roku przyznaje pięć mieszkań z zasobu lokalowego stolicy dla rodzin uchodźczych. Oczywiście, by je otrzymać, należy spełnić szereg wymogów: przede wszystkim mieć za sobą skończony IPI na terenie Warszawy. A dach nad głową potrzebny jest uchodźcom natychmiast.
 
Pewną nadzieją napawają deklaracje władz niektórych miast o gotowości przyjęcia uchodźców i objęcia ich pomocą mieszkaniową. Złożyły je choćby władze Gdańska, Słupska i Poznania. Mowa jednak – podobnie jak w przypadku Warszawy – o zaledwie paru mieszkaniach. Potrzebujących zaś jest bardzo wielu.
 
 
Uchodźcy na ulicy
 
Biorąc pod uwagę wszystkie te trudności, nietrudno zrozumieć, dlaczego niektórzy uchodźcy – mimo udziału w IPI – nie są w stanie odnaleźć się w nowej dla siebie rzeczywistości i trafiają na ulicę. Według badań przeprowadzonych przez Instytut Spraw Publicznych i UNHCR w 2012 roku szacuje się, że skrajna bezdomność (a więc konieczność przebywania w przestrzeni publicznej lub w noclegowniach) dotyka od 5 do 10% osób, którym przyznano ochroną międzynarodową. Kolejne 30-40% z nich doświadcza konieczności przebywania w ośrodkach interwencji kryzysowej i schroniskach lub też różnych form wykluczenia mieszkaniowego. Jedynie co piąty uchodźca mieszka w zabezpieczonym i odpowiednim do życia lokalu. Pokazuje to wyraźnie, w jak dużym stopniu obecny system wsparcia dla uchodźców jest niewydolny.
 
Brak środków materialnych nie jest zresztą jedyną barierą dla uchodźców, chcących mieszkać w godnych warunkach. W publikacji Stowarzyszenia Interwencji Prawnej „Bezpieczny dom? Przemoc fizyczna i symboliczna wobec uchodźców i uchodźczyń” poruszony został problem dyskryminacji cudzoziemców w dostępie do wolnego rynku mieszkaniowego. Z badań przeprowadzonych przez Kingę Wysieńską wynika, że właściciele mieszkań przeznaczonych na wynajem nie chcą wynajmować swoich mieszkań cudzoziemcom, a w szczególności licznym rodzinom uchodźczym.
 

Chcesz pomóc uchodźcom znaleźć dach nad głową? Dowiedz się jak to zrobić!

 
 
Czy uchodźca może pracować?
 
Rozdźwięk między teorią a praktyką widać również w kwestii dostępu uchodźców do rynku pracy. Osoby, które posiadają status uchodźcy w Polsce, zgodnie z prawem mogą podejmować pracę bez zezwolenia, a więc na takich samych zasadach jak obywatele Polski. Podobnie jest z osobami, które uzyskały prawo do ochrony uzupełniającej albo prawo pobytu w Polsce ze względów humanitarnych.
 
Dostęp do rynku pracy mają także cudzoziemcy, wobec których toczy się postępowanie o udzielenie ochrony międzynarodowej, o ile trwa ono w pierwszej instancji dłużej niż 6 miesięcy bez winy wnioskującego. Po tym okresie, jeśli znajdą zatrudnienie, mogą je podjąć bez konieczności wyrabiania zezwolenia na pracę. Prawo to potwierdza zaświadczenie wydawane na wniosek cudzoziemca przez Szefa UdsC. Sytuacja wygląda tak samo w przypadku członków rodzin (małżonków) osób, które uzyskały status uchodźców oraz osób objętych ochroną uzupełniającą. O ile istnieje katalog zawodów, które wykonywać mogą jedynie obywatele Polski (jak np. sędzia czy prokurator), o tyle poza nielicznymi wyjątkami uchodźcy mają zagwarantowaną wolność wyboru i wykonywania zawodu według własnych preferencji czy kompetencji.
 
Teoretyczna równość w dostępie do rynku pracy oznacza także równość w dostępie do mechanizmów ochrony pracowniczej, prawa do bezpieczeństwa i higieny pracy oraz zapewnienia minimalnego wynagrodzenia. Jedną z najważniejszych zasad zawartych w Kodeksie Pracy jest zakaz dyskryminacji, który odnosi się do wszystkich pracowników i oznacza, że powinni oni być równo traktowani niezależnie od ich płci, wyznania, koloru skóry, pochodzenia, a także tego, czy są uchodźcami, czy też obywatelami Polski. Teoretyczny charakter tej ochrony wynika jednak choćby z tego, że przepisy Kodeksu pracy odnoszą się do umów o pracę, a nie umów cywilno-prawnych (czyli umowy zlecenia i umowy o dzieło). Standardem jest zaś, że polscy pracodawcy zatrudniają swoich pracowników na tzw. „umowach śmieciowych”.
 
Cudzoziemcy objęci ochroną międzynarodową i ich małżonkowie mają także prawo zarejestrować się jako bezrobotni w polskich Urzędach Pracy. Mają przy tym takie same prawa i obowiązki jak obywatele polscy. Nie ominie ich zatem choćby konieczność stawiania się w urzędzie w celu potwierdzenia gotowości do podjęcia pracy. Mogą również korzystać z zasiłków i innych świadczeń przeznaczonych dla osób bezrobotnych – z tej możliwości wykluczone są jednak rodziny uchodźców.
 
Sytuacja uchodźców, jeśli chodzi o dostęp do polskiego rynku pracy, w teorii nie wygląda więc źle. Mogą podejmować pracę bez konieczności przedkładania dodatkowych dokumentów podczas żmudnego procesu wyrabiania zezwolenia na pracę czy przechodzenia testów rynku pracy, czyli procedury sprawdzającej, czy są bezrobotni Polacy, którzy nadawaliby się na dane stanowisko. Nie dotyczą więc ich rozmaite obowiązki, których wypełnienia oczekuje się od migrantów ekonomicznym, którym stawia się niezwykle wysokie wymagania i tworzy się skuteczne mechanizmy służące temu, by ich nie zatrudniać. W przypadku uchodźców bardzo wiele zależy więc od pracodawcy. Jeśli tylko chce on zatrudnić uchodźcę, może to zrobić bez ogromnych nakładów czasu i przepychania się przez gąszcz biurokracji.

 

Jak pomóc uchodźcy w poszukiwaniu pracy? Co powinien zrobić pracodawca, który chce zatrudnić uchodźcę? Sprawdź!

 
Brak pomysłu i dyskryminacja
 
Tyle teoria. Sytuacja uchodźców na polskim rynku pracy nie jest bowiem wcale kolorowa, a problemów jest bardzo wiele. Wśród uchodźców nie brakuje osób, które nie mają żadnego wyuczonego zawodu, albo które – na przykład z powodu przeciągającego się konfliktu zbrojnego – od lat nie pracowały w zawodzie. Z drugiej strony, są wśród nich także fachowcy, którzy posiadają świetne wykształcenie i ogromne doświadczenie w swojej dziedzinie, ale ich zawody albo nie są przydatne na polskim rynku pracy, albo ich wykonywanie wymaga skomplikowanej i długotrwałej procedury uznania zagranicznego dyplomu przez polskie władze. Ten ostatni wymóg dotyczy na przykład lekarzy.
 
Odrębnym zagadnieniem jest sytuacja na rynku pracy kobiet-uchodźczyń. Część z nich – choćby z powodów kulturowych – nigdy wcześniej nie pracowała, obecnie zaś musi podjąć zatrudnienie, żeby być w stanie utrzymać rodzinę. W Polsce brakuje tymczasem systemu przygotowującego migrantów i uchodźców do wejścia na rynek pracy. Nie ma żadnej dostosowanej do ich potrzeb i możliwości oferty kursów zawodowych ani systemowo prowadzonych programów aktywizacji zawodowej. Nie prowadzi się także rzetelnych badań dotyczących zapotrzebowania na pracowników w różnych branżach, przez co nie tworzy się programów służących wyszkoleniu i pozyskaniu danego typu pracowników. Dzieje się tak pomimo tego, że Urząd ds. Cudzoziemców dysponuje niemałym funduszem na zapewnienie szkoleń zawodowych – według raportu Najwyższej Izby Kontroli mowa o 45,4 milionach złotych.
 
To poważne zaniedbanie na poziomie polityki integracyjnej państwa, która wciąż niestety – pomimo pozorów stwarzanych przez publikowanie kolejnych dokumentów programowych o żenująco niskim poziomie merytorycznym – po prostu nie istnieje. To także zaniedbanie z poziomu władz samorządowych, które zdają się w ogóle nie dostrzegać obecności uchodźców mieszkających na swoich terenach, a tym bardziej myśleć o nich jako o swoich mieszkańcach. W konsekwencji nie postrzegają ich jako potencjalnych pracowników, a więc także nie mają dla nich żadnej oferty szkoleniowej czy aktywizującej. Ze świeczką szukać dostępnych dla uchodźców kursów praktycznych – na przykład kursu operatora wózka widłowego czy lakiernika.
 
Chlubnym wyjątkiem od tej reguły są działania aktywizujące prowadzone przez Warszawskie Centrum Pomocy Rodzinie czy Miejski Ośrodek Pomocy Rodzinie w Lublinie. Większość obowiązków władz centralnych i lokalnych w tym zakresie została jednak przeniesiona na organizacje pozarządowe, które prowadzą kursy językowe, doradztwo zawodowe czy poradnictwo prawne dla uchodźców podejmujących pracę w Polsce. Niestety, funduszy na taką działalność jest coraz mniej, do tych zaś, które są, dostęp nie jest łatwy. Organizacje tkwią więc w stanie zawieszenia, na ogół nie wiedząc, jak długo będą w stanie kontynuować swoją aktywność. Skutkuje to brakiem ciągłości w prowadzeniu sensownych i sprawdzonych już działań.
 
Ponadto, mimo braku utrudnień formalnych, na uchodźców czeka szereg przeszkód natury społecznej. Wśród nich warto wymienić choćby dyskryminację czy opór pracodawców przed ich zatrudnianiem z uwagi na przekonanie, że bariera językowa czy różnice kulturowe mogą utrudnić należyte wykonywanie obowiązków. Pracodawców przed zatrudnianiem cudzoziemców odstrasza również obawa przed nieznajomością prawa i ewentualnym popełnieniem błędów. Niestety, nie ma badań pokazujących, jaki dokładnie jest stosunek pracodawców do zatrudniania uchodźców. Wyniki badań prowadzonych w 2015 roku przez Work Service zawierają pewną dozę optymizmu. Pokazują one, że 67% polskich pracodawców chętnie zatrudnia osoby pochodzące z innych kręgów kulturowych (badanie nie uwzględniało podziału na uchodźców i migrantów ekonomicznych). W niektórych sektorach, takich jak budownictwo, sadownictwo, rolnictwo czy usługi domowe, trudno niekiedy znaleźć pracowników polskich, ze względu na uciążliwość tego rodzaju prac i niskie wynagrodzenia. W takiej sytuacji pracodawcy rzeczywiście są bardziej chętni do zatrudniania cudzoziemców.
 
 
Gdzie uczy się dziecko uchodźcy?
 
Potrzeby uchodźców mieszkających w Polsce dotyczą nie tylko spraw materialnych. Chcieliby oni również, by ich dzieci mogły się odpowiednio kształcić. Dzieci uchodźców oraz innych cudzoziemców mogą korzystać z edukacji do poziomu szkół ponadgimnazjalnych na takich samych zasadach, jak obywatele polscy. Obecność dzieci nie będących obywatelami polskimi w szkołach przestaje być zjawiskiem marginalnym i dotyczy coraz większej liczby placówek. Trudno jednak powiedzieć, aby polskie szkoły były na to odpowiednio przygotowane.
 
Wśród głównych przyczyn takiego stanu rzeczy warto wymienić brak odpowiednich rozwiązań prawnych, dotyczących edukacji cudzoziemców, niedostateczną liczbę wykwalifikowanych nauczycieli, którzy mogliby prowadzić zajęcia z języka polskiego jako obcego, oraz brak materiałów edukacyjnych przygotowanych do pracy z cudzoziemcami.
 
Obecność dziecka-uchodźcy czy dziecka-cudzoziemca w polskiej szkole to wyzwanie dla obu stron. Po pierwsze, póki co w Polsce nie stosuje się tak zwanego „okresu adaptacyjnego”, w trakcie którego dziecko może nauczyć się języka polskiego i nadrobić różnice programowe. Mały cudzoziemiec, bez względu na stopień znajomości języka polskiego, rzucany jest na bardzo głęboką wodę – od razu trafia na normalne zajęcia lekcyjne ze swoimi rówieśnikami.
 
Faktem jest, że uczeń-cudzoziemiec może jednocześnie korzystać z dodatkowej nauki języka polskiego w wymiarze 2 godzin lekcyjnych w tygodniu. Wiele badań – na przykład te prowadzone przez Fundację na Rzecz Różnorodności Społecznej – pokazuje jednak, że zajęcia w tak małym wymiarze godzinowym nie pozwalają na szybkie nabycie kompetencji językowych, a w konsekwencji na uzyskanie samodzielności w szkole. Uczniom-cudzoziemcom przysługują także dodatkowe zajęcia wyrównawcze z poszczególnych przedmiotów. Ilość dodatkowych zajęć (wyrównawczych oraz dodatkowych lekcji polskiego łącznie) nie może jednak przekroczyć 5 godzin lekcyjnych tygodniowo. Co więcej, odbywają się one oprócz obowiązkowych lekcji. Oznacza to dodatkowe obciążenie i czas spędzony w szkole, podczas gdy jednocześnie godziny przesiedziane podczas zwyczajnych lekcji z klasą najczęściej są dla ucznia-cudzoziemca zupełnie niewykorzystane. Dodać należy także, że uczniowie-cudzoziemcy są również zobowiązani do zdawania testu szóstoklasisty i egzaminu gimnazjalnego – nawet jeśli w polskiej szkole uczą się zaledwie od kilku tygodni. Od roku szkolnego 2015/2016 uczniowie mogą korzystać z uproszczonych arkuszy egzaminacyjnych, jednak wciąż nie ma możliwości zwolnienia takiego ucznia z przystępowania do egzaminu.
 
W Polce wciąż brakuje osób posiadających kwalifikacje do nauczania języka polskiego jako obcego, a także osób, które mogłyby zostać zatrudnione jako tak zwani asystenci kulturowi. To szczególnie ważny deficyt, gdyż osoba taka jest ogromnym wsparciem nie tylko dla uczniów cudzoziemskich, ale także dla innych uczniów, pracowników szkoły czy rodziców. Asystent kulturowy wciela się więc w rolę swoistego mediatora pomiędzy dwiema kulturami, stanowiąc jednocześnie źródło wiedzy o krajach pochodzenia i kulturach dzieci-cudzoziemców uczących się w szkole. Kłopot w tym, że wynagrodzenie takiej osoby powinno być pokrywane z pieniędzy organu prowadzącego szkołę, czyli na ogół samorządu. Ten jednak – bez dodatkowego wsparcia – najczęściej nie może sobie na taki wydatek pozwolić.
 
Przykład ten dobrze świadczy o chronicznym niedofinansowaniu edukacji cudzoziemców. Mimo zwiększonej subwencji oświatowej, która jest o 150% większa niż w przypadku ucznia polskiego bez specjalnych potrzeb edukacyjnych, nadal nie jest to suma wystarczająca na zorganizowanie edukacji dzieci cudzoziemców w rzetelny i efektywny sposób.
 
 
***
 
Oczywiście, zapewnienie podstawowych warunków do życia i integracji uchodźców w Polsce to przede wszystkim zadanie państwa na różnych szczeblach jego administracji. Odpowiedzialnością za to powinny dzielić się władze centralne (na których barkach spoczywa obowiązek zapewnienia odpowiednich środków finansowych w ramach dobrze przemyślanej polityki migracyjnej i integracyjnej kraju) i samorządowe (które odpowiadać powinny za planowanie i wdrażanie lokalnej polityki integracyjnej). Państwo nie ma prawa przerzucać tej odpowiedzialności na społeczeństwo, oczekując, że wyręczy ono administrację w realizowaniu powierzonych państwu zadań. Włączanie się społeczeństwa w pomoc jest jednak wskazane i pomocne. To często takie oddolnie działania okazują się nieocenione i szczególnie skuteczne.
 
Jest to tym ważniejsze, że, jak widać, rzeczywistość stawia uchodźców w Polsce przed problemami, z którymi wielu Polaków nigdy nie musiało się borykać. Nawet ci spośród obywateli polskich, którzy sami mają trudność z zapewnieniem sobie mieszkania, pracy czy dobrej edukacji swoich dzieci, bywają w lepszej sytuacji niż uchodźcy, którzy nie znają języka, kultury, spotykają się z dyskryminacją i często niosą ze sobą bagaż traumatycznych przeżyć. Teoretycznie równy dostęp do rozmaitych usług, świadczeń i praw na rynku mieszkaniowym, rynku pracy czy w systemie edukacyjnym, w ich przypadku nie wystarczy. Potrzeba bardziej całościowego pomysłu na ich integrację z polskim społeczeństwem. Tak, by Polska okazała się dla nich dobrym miejscem do życia, a nie areną kolejnych tragedii.